Tańsze nie znaczy gorsze, co swoją polityką (choćby modelami realme 11 czy też budżetową serią „C”) niejednokrotnie udowadniała chińska marka realme. Po udanych smartfonach oraz słuchawkach z serii realme Buds Air, przyszła więc pora na coś tańszego – realme Buds T300. W ich przypadku producent obiecuje wiele. Aż o 24% większy obszar wibrowania dynamicznego przetwornika 12,4 mm (a co za tym idzie – lepsze brzmienie każdego z pasm), efekt dźwięku przestrzennego 360° i aktywna redukcja szumów do 30 dB. Wszystko to za około 200 złotych. Robi wrażenie, prawda?

O jakości wykonania słów kilka
Klasyczna budowa i rozwiązania, które już znamy. To pierwsze wrażenie, jakie wywarła na nas zarówno konstrukcja euti ładującego, jak i samych słuchawek. Klasyczna biała kolorystyka, śliski błyszczący (i rysujący się) plastik oraz wieko zamocowane na porządnym zawiasie. W trakcie otwierania etui nie napotkaliśmy niczego, co mogłoby budzić nasze zastrzeżenia. Żadnych skrzypnięć czy luzów. Dokładnie tak, jak być powinno.

Podobnie w przypadku słuchawek. Ich konstrukcja od razu przywodzi nam na myśl Apple AirPods Pro 2. generacji. Na pierwszy rzut oka widać staranne profilowanie, niewielkie pola stykowe umieszczone w dolnej części oraz wszechobecny plastik. Trudno jednak klasyfikować go jako wadę. Szczególnie w słuchawkach za około 200 złotych. Dla nas najważniejsze jest jednak to, że nie jest to najtańszy dostępny materiał na rynku. Jest twardy, a każdy element konstrukcji spasowano bardzo starannie (nie uświadczycie tu nieestetycznych szpar i luzów). W skrócie – jest naprawdę dobrze.

Co z wygodą?
Wygoda to według nas najważniejszy element słuchawek. Dlaczego? Bo mogą one wyróżniać się doskonałym brzmieniem i funkcjonalnością, ale jeśli nie pozwolą na komfortowe użytkowanie, to stają się bezużyteczne.
W przypadku realme Buds T300 trudno o rozczarowanie. Jednym z nich może okazać się brak gumek wykonanych z pianki memory – foam, która w naturalny sposób dopasowuje się do kanału użytkownika. W zamian realme dołączyło dwie dodatkowe pary silikonów o różnej wielkości, więc każdy znajdzie odpowiednie dla siebie. Co warte uwagi – świetnie trzymają się one samych słuchawek, a wszystko to dzięki odpowiednim zakończeniom samego wypustu głośnika.

Trzeba przyznać, że ich niewielkie wymiary oraz waga (łączna masa obu słuchawek to według naszych pomiarów 4 gramy) sprawiają, że wielogodzinne użytkowanie nie stanowi problemu. Co więcej, wystarczy zaledwie kilkanaście minut, aby przyzwyczaić się do nich na tyle, żeby zapomnieć, że ma się je w uszach. To duża zaleta, podobnie jak fakt, że bardzo dobrze przylegają do struktur usznych, wypełniając kanał w pełni (często nie jest to tak oczywiste nawet w przypadku słuchawek dokanałowych). To z kolei bardzo pozytywnie wpływa na samo pasywne wyciszenie. Z powodzeniem można też korzystać w z nich w trakcie aktywności (do czego zachęca certyfikat IP55). Nawet gwałtowne kołysanie głową nie poluzowało ich na tyle, aby wyślizgnęły się z kanału słuchowego.
Brzmienie – czy faktycznie jest tak dobrze?
Jeśli chodzi o brzmienie, to realme odrobiło pracę domową, a wewnątrz realme Buds T300 znalazł się dynamiczny przetwornik o średnicy 12,4 mm. Producent chwali się większą o 24% powierzchnią wibrowania, co przełożyć ma się nie tylko na głębsze tony niskie, ale i klarowną górę oraz wyraźną średnicę. Jak jest w praktyce?
Realme Buds T300 grają naprawdę dobrze, jednak wyraźnie słychać, że brzmienie to zestrojone jest w dość znany (i przez wielu lubiany) sposób. Wszystkie tony układają się w literę „V”. Bas jest głęboki i wyraźnie dominuje. Podbita jest również góra, która nadaje detaliczności, nie przesycając jednak szklistością. Średnica – wycofana, choć dobrze słyszalna. Głównie za sprawą przyzwoitej (jak na słuchawki dokanałowe) separacji.

Czy w realme Buds T300 czuć przestrzeń? Zdecydowanie tak. I nie mówimy tu o dodatkowym dźwięku przestrzennym aktywowanym dzięki aplikacji realme Link. Ten oceniamy podobnie, jak większość emulowanych dźwięków wirtualnych – przeciętnie. Co prawda znacząco poszerza się scena, jednak wirtualna emulacja przestrzeni sprawia, że brzmienie traci na jakości (a co za tym idzie – szczegółowości).
Warto dodać, że na dobrą jakość brzmienia zwrócili uwagę nasi rozmówcy. Oznacza to, że mikrofony zaimplementowane w realme Buds T300 nie tylko dają radę, co zapewniają czyste i klarowne brzmienie, dzięki czemu możemy je polecić dla osób chcących oderwać telefon od ucha, a mimo to rozmawiać godzinami.
Działanie bezprzewodowe
Do działania bezprzewodowego realme Buds T300 nie możemy mieć żadnych zastrzeżeń. Ani razu nie natrafiliśmy na zakłócenia mogące utrudnić odsłuch bądź rozmowę. Co więcej, byliśmy zaskoczeni tym, jak dobrze radzą sobie one na dużych, wypełnionych ścianami przestrzeniach. Nie inaczej jest w przypadku opóźnienia. To – jak deklaruje producent – wynosi 50 ms. Nie jest to więc wartość najniższa, jednak wciąż akceptowalna na tyle, że oglądanie filmów i seriali nie powoduje odczuwalnego efektu desynchronizacji. Podobnie wygląda to w przypadku gier, co sprawdziliśmy w praktyce.

A co z działaniem na baterii? W tym wypadku możemy jedynie potwierdzić zapewnienia producenta. Z realme Buds T300 korzystaliśmy naprawdę intensywnie. Wyniki zbliżyły się do tych deklarowanych (7 godzin odtwarzania muzyki i 38 godzin łącznej pracy wraz z etui. Na duży plus policzyć należy też szybkie ładowanie. Po około 10 minutach realme Buds T300 są gotowe do odtwarzania muzyki przez ponad 6 godzin.
ANC w słuchawkach za około 200 złotych? To działa!
Jesteśmy pewni, że gdyby jeszcze rok temu ktokolwiek powiedziałby nam, że za około 200 złotych będzie można dostać słuchawki dokanałowe z aktywną redukcją hałasu, to byśmy nie uwierzyli. Do dziś. Realme Buds T300 to model wyposażony w aktywną technikę usuwania hałasu z tła. Co prawda są pewne ale – działa ona skutecznie w przypadku hałasu nieprzekraczającego ponad 30 dB, jednak warto dodać, że nie istnieje jedynie na papierze. Działa i sprawdza się świetnie. Słychać to szczególnie w przypadku rozmów przechodniów czy osób postronnych (np. w restauracji). Świetnie radzi sobie z tłumieniem przede wszystkim niskich oraz średnich tonów. W przypadku wysokich składowych jest nieco gorzej, choć wciąż przynajmniej poprawnie. Co więcej, można ją w łatwy sposób dezaktywować. Wystarczy przytrzymać dowolną ze słuchawek przez około 2 sekundy, wprowadzając zestaw w tryb transparencji umożliwiający swobodną rozmowę.
O funkcjonalności słów kilka
Realme Buds T300 to proste słuchawki. Warto zaznaczyć, że obie wyposażono w czuły, dotykowy panel, który pozwala na błyskawiczną kontrolę poszczególnych funkcji. Oprócz tego, nowe słuchawki realme można obsłużyć przy pomocy aplikacji realme Link. Oprócz aktywacji dźwięku przestrzennego pozwala ona pełne sterowanie urządzeniem. Jest czytelna, nie zawiera błędów językowych, a co najważniejsze – poprawnie współpracuje z urządzeniem. Wykrywanie słuchawek jest szybkie i bezproblemowe. Nie mieliśmy z nim żadnych problemów w przypadku wersji dostępnej na systemie Android.

Nieco inaczej wyglądało to w przypadku wersji dostępnej na iOS. Nie tylko nie udało nam się sparować urządzenia przy pomocy aplikacji (choć bez niej połączenie iPhone 11 z słuchawkami było bezproblemowe). Nie znaleźliśmy też odpowiedniego urządzenia na liście ręcznego wyboru.
Realme Buds T300 – warto, czy nie?
Trudno ukryć, że realme Buds T300 to model, który ma szansę zwojować rynek prawdziwie bezprzewodowych, dobrze wycenionych słuchawek. Przemawia za tym nie tylko dobre wykonanie czy brzmienie w trybie stereo, ale skuteczna, aktywna redukcja hałasu, bardzo dobre wyniki jeśli chodzi o pracę bezprzewodową, a przede wszystkim – cena. Za niespełna 200 złotych (w cenie promocyjnej realme Buds T300 można kupić już za około 179 złotych) dostajemy w pełni funkcjonalne słuchawki, które nie dość, że dobrze brzmią, to oferują znacznie więcej, aniżeli produkty wielu konkurentów. Zdecydowanie polecamy.

Źródło: opracowanie własne, mobalu.pl.
